Pokazywanie postów oznaczonych etykietą instamix. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą instamix. Pokaż wszystkie posty

4 czerwca 2016

INSTA-mix # maj 2016


Dawno nie było na blogu zdjęć z Instagrama, no nie? Z myślą o tych, którzy tam nie zaglądają, a czytają bloga wracam z mixem :) 
Maj był miesiącem zdecydowanie rodzinnym. Rocznica wypadająca 1 maja przerodziła się w cały miesiąc małych randek, z czego się niesamowicie cieszę. Przy każdej okazji powtarzam D., nie liczą się wydane pieniądze, a przede wszystkim czas spędzony razem :) I nagle okazało się też, że nie trzeba daleko jechać dla pięknych widoków - ostatnie zdjęcie to zachód słońca nad Zalewem Zemborzyckim :)


Jakiś czas temu wspominałam Wam też, że pracuję nad zdjęciami rodzinnymi. Do tej pory mieliśmy wspólne zdjęcia praktycznie tylko z imprez z profesjonalnym fotografem, jak wesela czy chrzciny. Teraz staram się przy każdej okazji robić jakieś fotki i w maju miałam dużo szczęścia do zdjęć Małej Ali - udało się ją kilka razy złapać w (prawie) bezruchu, co na co dzień graniczy z cudem :D Na początku miesiąca miałyśmy też swój debiut na dmuchanym zamku. Ala była zachwycona! Ja niekoniecznie - musiałam za nią kicać po całym obiekcie, ale dostrzegam plusy - dawno nie zrobiłam tak mocnego treningu :D


W maju było dużo przyjemności. Dwa pierwsze zdjęcia to jedzonko z Velo Cafe w Lublinie. Baaardzo polecam! Mają pyszną lemoniadę wiśniową, idealna na gorące dni. Na zdjęciu owsiane pancakes z bananami i domowym sosem karmelowym i omlet z serem, papryką i szynką (chyba) z sałatką i grzankami. Pycha! Niżej mój ulubiony ostatnio deser - mini tarta z budyniem i owocami, niestety gotowiec z Auchan, ale przymierzam się do domowej wersji na jakąś okazję :) I na końcu hit maja - lody w Nałęczowie, miejscu mniej więcej pośrodku naszej stałej trasy Lublin-Poniatowa. Nie wiem jak to się stało, ale w ciągu jednego miesiąca byliśmy tam więcej razy na lodach niż przez ostatni rok. Mam nadzieję, że tendencja z tego miesiąca się utrzyma :)


Jak pisałam wyżej, maj był miesiącem obfitującym w przyjemności. Po dłuższym zastanowieniu stwierdzam, że należało mi się, za cały wysiłek, jaki włożyłam w pisanie licencjatu. Zdarzało się, że w wolny dzień wstawałam o 5.30 i siadałam do komputera i zdarzało się również, że musiałam pisać fragmenty od nowa, bo coś się skasowało czy laptop nagle się buntował. Strasznie cieszę się, że to wszystko już za mną. Ostatnie poprawki i będę miała wszystko z głowy! :)


Najwięcej zdjęć na Instagramie ostatnio zajmują paznokcie. Ciągle się uczę i wciąż mi mało, jeśli macie ochotę to zapraszam! :D



Na koniec moje małe przechwałki. Mój najpiękniejszy, najwspanialszy i najulubieńszy, nowiutki tatuaż! Od miesiąca ciągle mu się przyglądam i nie mogę się napatrzeć :) Zainteresowanym z przyjemnością podam namiary na autorkę i studio tatuażu. A obok plakat z konferencji, na której miałam okazję wygłaszać prelekcję. Strasznie się bałam, chociaż nie wiem dlaczego. "Po" bardzo mi ulżyło i chyba było okej :) Mam nadzieję, że będę miała jeszcze szansę wystąpić na podobnym wydarzeniu :)

____________________ 

 Spodobał Ci się post? 

 Obserwuj mnie na Facebooku, Bloglovin i Instagramie

   photo eb6c52ee-49d5-4502-931c-b172004e37d9_zps95768ea8.png photo 2e589100-882d-4dc1-8f0a-506fabf2170c_zpsf92bc34c.png photo 95de5575-1741-4270-ae6e-0453807dd415_zps617a52c0.png

3 grudnia 2015

INSTA-mix #listopad 2015 + Życie #3


Czy kogoś jeszcze zdziwi, jeśli napiszę, że kolejne miesiące przelatują mi przez palce w ekspresowym tempie? Mam nadzieję, że Wy również macie wrażenie, że czas upływa odrobinę za szybko. Listopad był dla mnie przede wszystkim wyczekiwanym wyjazdem do Wrocławia. Pierwsza połowa to było odliczanie dni, a druga... No cóż, sami zobaczycie ;)
W każdym razie, miasto jest piękne! Mieliśmy dużo szczęścia, że trafiliśmy na ładną pogodę, bo mogliśmy dużo spacerować i oglądać. Na zdjęciu Dworzec Główny, który, muszę przyznać, jest naprawdę ładny, oraz nasz hotel. D. wykazał się świetnym zmysłem organizacyjnym, ponieważ odległość hotelu od dworca wynosiła około 200 metrów :) Poza tym chyba ze wszystkich miejsc, jakie odwiedziliśmy mieliśmy świetny dojazd komunikacją miejską, bo wiadomo, że do dworca musi być sensowne połączenie :)


Najważniejszą atrakcją tego wyjazdu było dla mnie ZOO. Nigdy wcześniej nie byłam w ogrodzie z prawdziwego zdarzenia. Do tej pory widziałam na żywo jedynie lamy i strusie, więc nic specjalnego w porównaniu z takim tygrysem!
Afrykarium, które znajduje się na terenie ZOO też jest super, biegałam tam niczym dziecko i myślę, że D. miał niezły ubaw patrząc jak zachwycam się dosłownie wszystkim :)


Punktem kulminacyjnym całego wyjazdu były zaręczyny, których kompletnie się nie spodziewałam! Mój Narzeczony (!!!) wszystko zaplanował tak świetnie, że cały weekend okazał się najwspanialszym przeżyciem ever. Miałam przytoczyć całą historyjkę, jednak napiszę tylko, że piątek 13-ego wcale nie musi być pechowy ;)
Śmieszne jest to, że zaraz po całym wydarzeniu rozmawiałam z D, czy będzie teraz przedstawiał mnie jako swoją narzeczoną i mówiłam, że absolutnie nie może teraz się mylić! A tak naprawdę, to ja jeszcze łapię się na tym, że czasem zamiast Narzeczonego mam Chłopaka. Niby głupia sprawa, ale za każdym razem, gdy z ust D. pada "moja narzeczona" pękam z dumy! :)


Wspólne zainteresowania łączą ludzi, ale jak miło, gdy to druga osoba zaraża nas swoją pasją. Odkąd poznałam D. w moim życiu zaszły ogromne (i dosyć oczywiste) zmiany, ale cudowne są przede wszystkim te chwile, gdy spędzamy czas razem właśnie na realizowaniu wspólnych zainteresowań. Filmy, które pokochałam i już zawsze będą mi się kojarzyły właśnie z Nim czy chociażby przekonanie się do oglądania piłki nożnej (przede wszystkim w wydaniu mojego Narzeczonego :D).

A skoro mowa o wspólnych zainteresowaniach, D. próbuje również przekonać Małą Alę do gier konsolowych. Idzie Mu całkiem nieźle, kolorowe przyciski, światełka i obrazki (prawie) jak z kreskówki potrafią zająć Alę całkiem skutecznie na kilka chwil :)
Na szczęście, poza grami po tacie, dziecko interesuje się również czymś po mamie. Od pewnego czasu w ogóle nie chce bawić się tradycyjnymi zabawkami, a zamiast tego wybiera książki (brawo Ala!) lub sprzęty kuchenne (Ala zostaw to!) ;)


 Jadąc pociągiem do Wrocławia nie przewidzieliśmy jednej rzeczy - czasu podróży. Tak się spieszyliśmy z pakowaniem i dopinaniem ostatnich spraw przed wyjazdem, że nie zabraliśmy ze sobą absolutnie niczego, co mogłoby umilić nam podróż (nie licząc rozładowujących się telefonów). W drugą stronę byliśmy mądrzejsi i przed wyjazdem odwiedziliśmy Empik. W moim  koszyku wylądowała książka Małgorzaty Halber, o której bardzo długo myślałam. Mocna, konkretna. Skutecznie zajęła mnie prawie przez 8 godzin jazdy pociągiem.


Na największym zdjęciu przedstawiam Gacka, nowego kolegę z wrocławskiego ZOO :) Tym, jakże wesołym, akcentem chciałabym zakończyć dzisiejsze wywody i serdecznie polecić wycieczkę do Wrocławia! Nam zostało jeszcze kilka atrakcji do zobaczenia, ale jak mówi mój Narzeczony: "jeden wyjazd, jedna atrakcja" ;)

____________________

 Spodobał Ci się post?

 Obserwuj mnie na Facebooku, Bloglovin i Instagramie 

   photo eb6c52ee-49d5-4502-931c-b172004e37d9_zps95768ea8.png photo 2e589100-882d-4dc1-8f0a-506fabf2170c_zpsf92bc34c.png photo 95de5575-1741-4270-ae6e-0453807dd415_zps617a52c0.png

19 listopada 2015

INSTA-mix #październik 2015


Październik minął (jak zawsze) strasznie szybko! Na początku zawirowanie związane z rozpoczęciem roku akademickiego, potem w połowie miesiąca wesele, którego nie mogłam się doczekać, a po weselu zaczęło się odliczanie dni do listopadowego wyjazdu do Wrocławia z Ukochanym. Tak w skrócie minął mi ten miesiąc i chyba przez to ciągłe odliczanie nawet nie zauważyłam, jak prędko się skończył :)
Początek roku był dla mnie prawdziwym wybawieniem, bo nareszcie zaczęłam regularnie wychodzić do ludzi. Znajomych ludzi, bo ciągłe spacerki po mieście z wózkiem się nie liczą ;) To ostatni rok licencjatu i bardzo czekam na jego zakończenie. Jednocześnie nie robię na razie nic w związku z moją pracą licencjacką - ciągle nie mogę się zebrać w sobie i zawsze jest coś ważniejszego do zrobienia. Jeśli ktoś chciałby zesłać mi jakiś znak z nieba, że czas zacząć - czekam! :)

Nie jestem wielką fanką wesel. Albo inaczej - nie byłam, ale odkąd z D. zaliczamy ich coraz więcej, to nawet mi się spodobało :) Na to w październiku czekałam od dawna, miałam taką wielką ochotę wytańczyć się. Po umieszczeniu w sieci zdjęcia po prawej stronie kilka osób pytało mnie czy to przypadkiem nie było nasze wesele. Odpowiadam - jeszcze nie, z naciskiem na JESZCZE ;)

Październik to też pierwszy prawdziwie jesienny miesiąc, więc w ruch idą hurtowe ilości herbaty. Od jakiegoś czasu mój organizm sam dopomina się ciepłej herbatki, najlepiej w ładnym kubeczku i najlepiej w towarzystwie czegoś pysznego. Zdjęcie z góry zapoczątkowało mój nowy (mam nadzieję) rytuał, żeby chociaż raz w miesiącu wychodzić samej do kawiarni, żeby w spokoju posiedzieć i pomyśleć, spisać wszystkie nowe pomysły i wyrzucić z głowy wszystko to, co niepotrzebnie ją zaprząta. W październiku przeżyłam prawdziwe przesilenie - w pewnym momencie miałam tyle na głowie i czułam się tak wyczerpana i bezsilna, że zupełnie nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Jedno wyjście i spokojnie spisanie wszystkiego, co gnieździło się pod tą blond czupryną pomogło - do domu wróciłam lżejsza, trochę szczęśliwsza i otwarta na kolejne wyzwania dnia codziennego. Polecam :)

____________________

 Spodobał Ci się post?

 Obserwuj mnie na Facebooku, Bloglovin i Instagramie 

   photo eb6c52ee-49d5-4502-931c-b172004e37d9_zps95768ea8.png photo 2e589100-882d-4dc1-8f0a-506fabf2170c_zpsf92bc34c.png photo 95de5575-1741-4270-ae6e-0453807dd415_zps617a52c0.png

7 października 2015

INSTA-mix #wrzesień 2015

4. wieczór w hotelowym spa - pierwszy raz bez kolejek do jacuzzi czy sauny, bez przepychania się i chlapania wodą przez rozkrzyczane dzieciaki. to był relaks!
Przygotowywanie tekstów podsumowujących kolejny miesiąc zawsze jest dla mnie zimnym prysznicem pokazującym jak szybko leci ten czas. W dodatku zawsze przypomina mi o tym, że to enty miesiąc, kiedy miałam tyle planów, a zrobiłam tylko połowę (przy dobrych wiatrach). Niestety.
Jednak wrzesień był fajnym miesiącem: dużo odpoczynku, relaksu i czuję się naładowana energią do pracy w roku akademickim. Powrót na studia, przygotowywanie pracy dyplomowej i prowadzenie domu już wydaje mi się trochę szalone, ale mam w zanadrzu jeszcze kilka pomysłów. Mam nadzieję, że małymi kroczkami uda mi się większość wprowadzić w życie, bo naprawdę tęsknię za jakąś aktywnością w życiu :)

1. moja mała DUMA za każdym razem, gdy D. staje na boisku :)
Dopóki nie poznałam D. mecze piłki nożnej oglądałam przy okazji naprawdę dużych imprez, typu mundial. W dodatku niezbyt uważnie, raczej w międzyczasie pracy przy komputerze. Odkąd jednak na boisku oglądam swojego Ukochanego, zaczęłam mniej więcej ogarniać co się tam dzieje i o co w ogóle chodzi ;) A że w miarę jedzenia apetyt rośnie, to wymyśliłam sobie, że chciałabym kiedyś pojechać na jakiś duży, poważny mecz. Zaczynając lokalnie, małymi kroczkami mamy nadzieję zakończyć kiedyś na Camp Nou ;)

1/3. Mała Ala już nie taka mała, co? ;)
Codziennie zastanawiam się, kiedy zleciało te 1,5 roku, odkąd urodziła się Alicja. Z jednej strony wydaje mi się, że ciąża i poród były bardzo dawno temu (to prawda, że po narodzinach jakoś zapomina się o bólu porodowym ;)), a z drugiej nie wiem kiedy to się stało, że ten mały urwis zaczął biegać po domu i ciągle gadać coś po swojemu. Fajna sprawa, bo Ala już dużo rozumie i jest coraz bardziej samodzielna. Nic tylko wysyłaćdo szkoły! ;)


Kiedy pierwszy raz oglądaliśmy nasze mieszkanie od razu wiedzieliśmy, gdzie będzie miejsce na komputer. Stół w kuchni jest na tyle duży, a mieszkanie na tyle małe, że ten kąt wydawał się idealny. Teraz właśnie to miejsce stało się moim domowym biurem: laptop, kolorowe karteczki, puszka z długopisami i cały parapet zeszytów, gazet i innych Bardzo Ważnych Rzeczy. Żeby było przytulniej w samym rogu stawiam jakieś kwiaty - sezon jesienny nie mógł obyć się bez wrzosu, szczególnie, że w tamtym roku tak długo zwlekałam z kupnem aż w sklepach i kwiaciarniach zostały same suche gałązki ;)


Odkąd tylko pojawił się pomysł, że zamieszkamy sami, cała rodzina najbardziej martwiła się tym, jak ja sobie poradzę z gotowaniem. Nie powiem, też byłam trochę przerażona, bo do tej pory potrawy, które potrafiłam przyrządzić mogłabym policzyć na palcach jednej ręki. ALE, nie taki diabeł straszny jak go malują i przez te półtora miesiąca mogę pochwalić się stuprocentową skutecznością. Niektóre rzeczy muszę lekko zmodyfikować, ale wszystko był jadalne Kotleciki, naleśniki, zupy i surówki już nie są mi straszne, a dodatkowo moja Kochana Mama również dba o mój rozwój i półka z książkami związanymi z gotowaniem ciągle się powiększa :)

____________________ 

 Spodobał Ci się post? 

 Obserwuj mnie na Facebooku, Bloglovin i Instagramie

   photo eb6c52ee-49d5-4502-931c-b172004e37d9_zps95768ea8.png photo 2e589100-882d-4dc1-8f0a-506fabf2170c_zpsf92bc34c.png photo 95de5575-1741-4270-ae6e-0453807dd415_zps617a52c0.png

1 września 2015

INSTA-mix #sierpień 2015


Przed Państwem pierwszy mix z Instagrama! :) Postanowiłam publikować zdjęcia z ostatniego miesiąca również na blogu, ponieważ część Czytelników w ogóle tam nie zagląda, a staram się wstawiać fajne rzeczy :) Nie chcecie chyba, żeby ominęły Was batoniki, cukiereczki, kolorowe zeszyty i czasem Mała Ala?
Ten miesiąc był pełen wrażeń, chociaż koniec końców jest bardzo dobrze. Mam jednak nadzieję, że na razie nowości starczy i przez chwilę będziemy wieść spokojne życie :)

Na głównym przedstawiam Małą Alę na spacerze. Upały dają wszystkim w kość, więc w ruch w końcu poszły sukieneczki. Na szczęście, bo Ala wygląda w nich przesłodko :) Obok zajawka do wpisu o wyprawce studenckiej, ktoś jeszcze nie czytał?


Wakacje to czas odpoczynku, więc w tych nielicznych chwilach spokoju grałam w Heroes, jedyną grę, do której ciągle wracam. Odkąd Ukochany pokazał mi o co tam chodzi, to nasza wspólna zajawka na niedzielne przedpołudnia u Rodziców :) Starałam się również nadrobić trochę zaległości w książkach. Serial "House of cards" gorąco polecam, a po książkę sięgnęłam z nadzieją, że dowiem się co dzieje się po zakończeniu 3. sezonu. Niestety, nie przewidziałam, że książka kończy się dużo, dużo wcześniej ;) Ostatnia fotka to cuda na chipsach. Upały były nie do zniesienia, a jednak zimny szampan pozwolił się trochę orzeźwić. Pasta z jajka, papryki, szczypiorku, szynki i innych wynalazków na chipsach to fajny pomysł na imprezową przekąskę. Pomysł nie był mój, ale z pewnością jeszcze go wykorzystam.


Sierpień był też bardzo słodkim miesiącem. Za nic miałam wcześniejsze postanowienia, że trochę ogarnę swoją dietę, a może nawet zrezygnuję ze słodyczy. Nic nie poradzę, że zaraz po D., moją drugą miłością jest cukier. Batoniki Oreo dorwałam w jakimś wiejskim sklepiku, ale nawet jak dla mnie są aż za słodkie. Choco-mixy zobaczyłam w ostatniej ofercie Żabki i właściwie pół godziny później leżały w mojej torebce. Nie spodziewałam się cudów, ale myślałam, że będzie coś bardziej wow. Sprawdziły się jednak, kiedy chodziłam po domu i szukałam czegoś dobrego do pociapania ;) Za to donut z zimnym mlekiem, a właściwie samo zimne mleko, to dla mnie świetny pomysł na upały. Najlepsza byłaby mrożona kawa, ale mojej ulubionej nie miałam akurat pod ręką. Swoją drogą, mrożona kawa to jedyny napój kawopodobny, który lubię. Resztę pijam jedynie w celach towarzyskich. Chyba jeszcze nie jestem całkiem dorosła... ;)
Rzecz, którą muszę się pochwalić, to pierwszy domowy, całkiem samodzielnie zrobiony dżem. Może nie jest to szczyt możliwości, ale jako Początkująca Pani Domu czuję dumę i nie mogę się doczekać, kiedy otworzę je zimą. Mam nadzieję, że nie okaże się wtedy, że są niejadalne ;)


Sierpień był przede wszystkim miesiącem przeprowadzki. Pierwsze zdjęcie to Mała Ala pomagająca w pakowaniu. Łatwo z takim urwisem nie było, ale na szczęście w pogotowiu były Babcie i Ciocia (pozdrawiamy!). Drugie zdjęcie to pierwsza faza jednego z moich "domowych" marzeń. Póki co zadowalamy się małą tabliczką  na drzwiach, ale w przyszłości chciałabym duużą naklejkę na ścianie z podobnym napisem. Do tej pory wszyscy nasi goście zatrzymują się i czytają co my tam nawymyślaliśmy ;) Ostatnie zdjęcie to cudowności mieszkania we dwoje (no dobra, troje). To był jeden z pierwszych poranków "u siebie" i totalnie wspaniała niespodzianka na śniadanie. Dzięki! :*
Na koniec zostawiłam sobie przeuroczy prezent imieninowy. Dzięki tej pięknej, małej sówce zimowe wieczory już mi nie straszne. Na żywo prezentuje się jeszcze lepiej, chociaż jak założę komplet, to wyglądam jak puchata kulka. Nie jestem pewna czy to komplement ;)
Bonus: kilka dni przed imieninami D. zapytał czy chcę dostać prezent-niespodziankę czy wolę pieniądze i sama coś sobie wybrać. Oczywiście zdecydowałam się na prezent, no bo serio: czy mogłabym odmówić, skoro Jego podarunki są zawsze takie wspaniałe?

Zostawiam Was z pytaniem i zdjęciami. Jeśli chcecie być na bieżąco klikajcie w ikonki na dole i bądźcie ze mną na Facebooku, Bloglovin i Insta! :)

____________________ 

 Spodobał Ci się post?

Obserwuj mnie na Facebooku, Bloglovin i Instagramie

 photo eb6c52ee-49d5-4502-931c-b172004e37d9_zps95768ea8.png photo 2e589100-882d-4dc1-8f0a-506fabf2170c_zpsf92bc34c.png photo 95de5575-1741-4270-ae6e-0453807dd415_zps617a52c0.png